Spoczywał spokojnie w górnej szufladzie biurka. Duży, solidny, nieco staroświecki, zupełnie jak jeden z tych, którymi otwierać można drzwi garażu.
Zamykał, był przepustką do jej ciała, ale otwierał przed wszystkim jej głowę. Dała go na znak oddania. Klucz do jej świata.
Może ktoś inny ma teraz podobny klucz przez nią ofiarowany? Może inny Pan? A ona? Wciąż ta sama suka? Czy w ogóle jeszcze suka?
Zamknięte drzwi, bez cienia myśli o tym by je znów otwierać.
Spocznie na dnie Wisły, zeżre go rdza i kiedyś zniknie.
Zamykał, był przepustką do jej ciała, ale otwierał przed wszystkim jej głowę. Dała go na znak oddania. Klucz do jej świata.
Może ktoś inny ma teraz podobny klucz przez nią ofiarowany? Może inny Pan? A ona? Wciąż ta sama suka? Czy w ogóle jeszcze suka?
Zamknięte drzwi, bez cienia myśli o tym by je znów otwierać.
Spocznie na dnie Wisły, zeżre go rdza i kiedyś zniknie.
Hmmmmm......
OdpowiedzUsuńSkąd ja to znam:)
Czuję się jak kopistka.....
A to był tylko impuls przechodząc po pchlim targu...