Jak się zaczęło? Kiedy? Dlaczego? Te pytania padały setki razy.
Patrzę wstecz o kilkanaście lat, wracam do końca lat dziewięćdziesiątych, do moich studenckich czasów, do odkrywania Internetu i jego nieograniczonych możliwości. Podczas jednej z wielu rozmów na IRC ktoś kiedyś zapytał mnie, czy interesuję się BDSM. Nawet nie wiedziałem, o co mnie zapytano...
Pierwsze odkrycie i... przerażenie połączone z fascynacją, podnieceniem.
Przeraziło mnie to, co działo się ze mną, jak bardzo zaczęło mnie pociągać to, co społecznie nie było zupełnie akceptowane, jako perwersja, zboczenie, wynaturzenie.
W mojej mentalności, na którą ogromny wpływ miało wychowanie w rodzinnym domu, kobieta miała być obiektem godnym szacunku, uwielbienia, adoracji. Seksualność rozbudzona została u mnie bardzo wcześnie, ale dotychczasowe doświadczenia zmyslowe, erotyczne z dziewczynami były tak odległe od tego, czym kusiła mnie idea BDSM. Uderzyć, upokorzyć, poniżać, potraktować przedmiotowo jak swoja własność? Nigdy! - tak wołałem "dawny" ja w mojej głowie. Nie potrafiłem jednak oszukać swojej natury, która z dnia na dzień, z każdą chwilą spędzoną na poznawaniu filozofii i sensu BDSM, zaczęła się ujawniać. Trudno było mi zaakceptować siebie "nowego", ale kiedy to się stało poczułem spokój i radość, czułem, że jestem wyzwolony ze stereotypów, że staję w prawdzie przed sobą samym. Najtrudniejszym zadaniem było pogodzenie fascynacji BDSM z moim światopoglądem, z zasadami wiary i Kościoła Katolickiego, z którym byłem wówczas bardzo silnie związany. To temat, któremu kiedyś, zapewne, poświęcę więcej miejsca i czasu.
Czytałem wszystko co wpadło mi w rękę i w oko, co miało jakiś związek z BDSM. Zaczęło się od klasyka de Sade i "120 dni Sodomy" przez "Justynę" , "Historię Julietty" , " Filozofię w buduarze"... (Kto dziś jeszcze sięga po takie lektury?). Strony www, głównie anglojęzyczne, tłumaczone z mozołem, pierwsze filmy z Sieci...
Fascynacja BDSM znajdowała wtedy swój wyraz w poznaniu, w odkrywaniu tego niezwykłego świata. Nie przełożyła się na moje relacje z kobietami, nie znalazła pola do spełnienia w moich ówczesnych związkach.
Potrzebowałem czasu, jeszcze głębszego otwarcia i spotkania na swojej drodze odpowiedniej osoby. Trwało to kilka dobrych lat, ale o tym napiszę już innym razem :)
Patrzę wstecz o kilkanaście lat, wracam do końca lat dziewięćdziesiątych, do moich studenckich czasów, do odkrywania Internetu i jego nieograniczonych możliwości. Podczas jednej z wielu rozmów na IRC ktoś kiedyś zapytał mnie, czy interesuję się BDSM. Nawet nie wiedziałem, o co mnie zapytano...
Pierwsze odkrycie i... przerażenie połączone z fascynacją, podnieceniem.
Przeraziło mnie to, co działo się ze mną, jak bardzo zaczęło mnie pociągać to, co społecznie nie było zupełnie akceptowane, jako perwersja, zboczenie, wynaturzenie.
W mojej mentalności, na którą ogromny wpływ miało wychowanie w rodzinnym domu, kobieta miała być obiektem godnym szacunku, uwielbienia, adoracji. Seksualność rozbudzona została u mnie bardzo wcześnie, ale dotychczasowe doświadczenia zmyslowe, erotyczne z dziewczynami były tak odległe od tego, czym kusiła mnie idea BDSM. Uderzyć, upokorzyć, poniżać, potraktować przedmiotowo jak swoja własność? Nigdy! - tak wołałem "dawny" ja w mojej głowie. Nie potrafiłem jednak oszukać swojej natury, która z dnia na dzień, z każdą chwilą spędzoną na poznawaniu filozofii i sensu BDSM, zaczęła się ujawniać. Trudno było mi zaakceptować siebie "nowego", ale kiedy to się stało poczułem spokój i radość, czułem, że jestem wyzwolony ze stereotypów, że staję w prawdzie przed sobą samym. Najtrudniejszym zadaniem było pogodzenie fascynacji BDSM z moim światopoglądem, z zasadami wiary i Kościoła Katolickiego, z którym byłem wówczas bardzo silnie związany. To temat, któremu kiedyś, zapewne, poświęcę więcej miejsca i czasu.
Czytałem wszystko co wpadło mi w rękę i w oko, co miało jakiś związek z BDSM. Zaczęło się od klasyka de Sade i "120 dni Sodomy" przez "Justynę" , "Historię Julietty" , " Filozofię w buduarze"... (Kto dziś jeszcze sięga po takie lektury?). Strony www, głównie anglojęzyczne, tłumaczone z mozołem, pierwsze filmy z Sieci...
Fascynacja BDSM znajdowała wtedy swój wyraz w poznaniu, w odkrywaniu tego niezwykłego świata. Nie przełożyła się na moje relacje z kobietami, nie znalazła pola do spełnienia w moich ówczesnych związkach.
Potrzebowałem czasu, jeszcze głębszego otwarcia i spotkania na swojej drodze odpowiedniej osoby. Trwało to kilka dobrych lat, ale o tym napiszę już innym razem :)
Tak, natury nie da się oszukać. Ja na początku też próbowałam to tłumić, "zabijać w zarodku". Byłam przerażona tym, że podoba mi się i pociąga mnie coś, co przez "normalne" społeczeństwo uważane jest za zboczenie, coś niedozwolonego. Fascynacje, fantazje, za które przez ówczesnego partnera byłam tępiona, próba pogodzenia swoich pragnień z wychowaniem wyniesionym z domu, gdzie przemoc i szacunek do samej siebie (kobiety do siebie oraz mężczyzny do kobiety) był stawiany na pierwszym miejscu, to wszystko było trudne. Gdy spotkałam Jego, zaczęłam się uczyć wszystkiego pomalutku. Nauczyłam się godzić życie codzienne z erotyczną naturą i rozdzielać codzienne kontakty międzyludzkie z tym, jak one wyglądają w łóżku i, jeśli mam być szczera, jestem szczęśliwa, bo mogę być sobą, a to w życiu jest najważniejsze.
OdpowiedzUsuńA co o studiowania różnych lektur, stron - heh... Tego było i są setki. :)
santa dziś (choć "dziś" to trwa w zasadzie od lat pięciu) sięga dokładnie po te lektury... i może jeszcze czasem do ulubionej O - ulubionej ze względu na biografię autorki.
OdpowiedzUsuńOdkrywanie siebie staje się, czasami, niełatwym zadaniem
OdpowiedzUsuń