Cielesna ułomność przekłada się na blogową bezpłodność. Walczę z przeziębieniem już drugi tydzień. Master nie poddaje się bez walki.
Umówił się z nią na parkingu galerii handlowej na 23:30. Zupełnie w ciemno, po zaledwie kilku mailach wymienionych w ciągu minionego popołudnia. Czekała na niego dokładnie tam gdzie miała czekać: na samym końcu parkingu, pod szpalerem drzew oddzielających go od sąsiednich budynków. Ubrana była w czerń: mini, rajstopy, kozaki sięgające kolan i krótka skórzana kurtka. Czarne, długie włosy, dokładnie jak na przesłanym zdjęciu.
U master słabiutki jakiś, powaliły go mikruski, mikrobki ale facetki to się dobrze leje, co nie?
OdpowiedzUsuń